Bez masek w ojcowskim gronie - Plaster miodu

Błąd: Brak formularza kontaktowego.

Schedule a Visit

Nulla vehicula fermentum nulla, a lobortis nisl vestibulum vel. Phasellus eget velit at.

Call us:
1-800-123-4567

Send an email:
monica.wayne@example.com

Bez masek w ojcowskim gronie

13 stycznia 2020 r.

Od blisko roku prowadzę w przestrzeni Plaster Miodu warsztaty dla mężczyzn. Warto od razu dodać, że z różnym skutkiem. Doświadczamy, opisanych wcześniej w różnych publikacjach na temat wsparcia i rozwoju, trudności wynikających z tego, że mężczyźni niechętnie decydują się/znajdują czas, aby we własnym gronie zrzucić wszystkie maski, które pozwalają nam przetrwać w codzienności, odrzucić fałszywy etos wojownika, który każe myśleć w pierwszej kolejności o użyciu siły i wyeliminowaniu przeciwnika, odwadze, sile, czy sprawczości i paranoidalnym spoglądaniu na świat w poszukiwaniu wrogów, rywali i konkurentów we wszystkich aspektach życia. Wszystko kosztem kontaktu z własnymi uczuciami.

Ci z mężczyzn, którzy decydują się na spotkanie ze strachem, współczuciem, złością i radością, którzy rozumieją, że najsilniejszy nawet wojownik jest żywą istotą, która potrzebuje skontaktować się ze sobą, z tym, co jest trudne, co boli, robią to przede wszystkim ze względu na relacje ze swoimi dziećmi – dla nich, ale szybko okazuje się, że też dla siebie.

Schemat jest ten sam. Na początku sprawczy ojcowie chcą konkretnych rad, gotowców – np. jak wychować dorosłe już prawie córki, nastolatki: co zrobić, gdy siedzi za długo przy komputerze, nie chce odrabiać lekcji, zbyt ostentacyjnie podkreśla urodę makijażem i oczekuje, że rodzice puszczą ją na całonocną imprezę. Niewiele potrzeba żeby się okazało, iż bardzo często za poszukiwaniem konkretów kryją się ojcowska bezradność i troska jednocześnie oraz pytanie jak budować bliskie relacje z dorastającymi kobietami i ich światem, który dla nas mężczyzn pozostaje często nieodgadnioną zagadką.

Jest nam ojcom trudno. Nie wiemy, jak być dalej – jak najdłużej – ukochanym tatusiem. Obawiamy się upływającego czasu, tego, że w życiu „naszych księżniczek” pojawią się za chwilę inni, ważniejsi mężczyźni. Jest tym trudniej, im bardziej nasza męska potrzeba sprawczości pcha nas w maliny i podpowiada, żeby rozwiązywać wszelkie problemy w relacjach szybko i bez poszanowania dla specyficznych niekiedy, ale jednak ich własnych, nastoletnich zachowań.

Tu nasuwa się historia ojca przeczytana w jednym z amerykańskich podręczników o relacjach i wychowaniu córek, który postanowił wyjąć drzwi do pokoju córki, bo był zły, że ona omija go i nie chce z nim rozmawiać na żaden temat. Zapytany, czy pomogło, odparł zrezygnowany: – Nie, bo zabarykadowała się biurkiem… Gdyby ów ojciec lepiej rozumiał swoje dziecko, jego potrzeby…

Na warsztatach w męskim gronie uczymy się od siebie lepszego rozumienia naszych dzieci, słuchania i rozmawiania. W trudnościach innych ojców widzimy z bliska swoje. W doświadczeniu innych widzimy własne doświadczenia. Szukamy odpowiedzi. Albo wspieramy się, gdy odpowiedzi jest wiele. Czasem dociera do nas, że gnani poczuciem winy, iż przez wiele lat byliśmy skupieni na utrzymaniu rodziny i za mało czasu spędzaliśmy z dziećmi, chcemy za bardzo, chcemy za szybko nadrobić stracony czas. I prawie dorosłe kobiety traktujemy jakby wciąż były „księżniczkami tatusia”. Chcemy nadmiernie wymagać albo boimy się ich samodzielności, ojcowskiego ograniczonego wpływu. Znów ponieślibyśmy „na barana”… Tymczasem nie bardzo wiemy, jak przyczynić się do budowania poczucia tożsamości czy pewności siebie naszych dzieci. Nie wiemy, jak stawiać granicę.

Ale wśród tych wielu wątpliwości jest też miejsce, żeby opowiedzieć o zaufaniu, jakim obdarza nas nastoletnia córka, gdy mówi o swoich trudnościach w relacjach z chłopakiem, żeby wyrazić radość, dumę mówiąc o wspólnych wyprawach, oryginalnych pasjach. To szczególnie ważne w przypadku ojców córek, bo przecież bliskość z mężczyzną buduje się przez wspólne działanie.

Jeśli więc jesteś ojcem córki i chcesz z nią zbudować bliskość, to musisz z nią wspólnie coś robić. To pomaga, żeby w przyszłości córka umiała zbudować bliskość z innymi mężczyznami. To wszystko sprawia, że stajemy się – jak to określił jeden z uczestników spotkań dla ojców – „emocjonalnie dostępni” dla siebie, a co za tym idzie dla swoich dzieci. A cóż więcej możemy dziś dać swoim dzieciom jeśli nie ojcostwo, w którym towarzyszenie dzieciom ma służyć także rozwojowi mężczyzn.

Ojciec, który zna siebie, rozumie swoje emocje, jest autentyczny, sam uczy autentyczności swoich synów, którzy wzrastają w autonomiczności i osadzeni w poczuciu własnej wartości, nie muszą za wszelką cenę szukać jej potwierdzenia w oczach kobiet. Taki ojciec z odwagą i wrażliwością towarzyszy córce w budowaniu poczucia własnej wartości, tak aby nie musiała szukać potwierdzenia tego w oczach wielu innych mężczyzn i aby rozumiała męski świat.

Jeśli to, co przeczytałeś jest jakoś Ci bliskie i ważne, zapraszam na warsztaty dla ojców w Plastrze Miodu. Bez obaw. Ten „transfer wiedzy, myśli i emocji” – jak lubię mówić o naszych spotkaniach odbywa się w atmosferze poszanowania różnych perspektyw, wzajemnego wsparcia i zrozumienia. Jest miejsce na dzielenie się – „jak jest u mnie” i „jak ja mam”, ale też na kontaktowanie się z własnymi emocjami, nazywanie ich w relacjach z dziećmi czy postrzeganiu siebie w roli ojca. Każdy coś bierze i coś daje. Nikt nikogo nie ocenia, nie porównuje się z nikim. Dla każdego jego ojcowskie troski i radości są najważniejsze i na tym budujemy fundament tego spotkania.

Marcin Grudzień

Marcin Grudzień

Categories: Warto przeczytać

Plaster Miodu

Plaster Miodu

Ośrodek psychoterapii i wsparcia dla rodzin. Dbamy o to, aby osoby korzystające z oferty Plastra Miodu, odczuły, że towarzyszymy im w drodze do zmiany, dodajemy odwagi, czasem pomagamy spojrzeć z innej perspektywy i odnaleźć zasoby, o których istnieniu już zapomniały.