[contact-form-7 404 "Nie znaleziono"]

Schedule a Visit

Nulla vehicula fermentum nulla, a lobortis nisl vestibulum vel. Phasellus eget velit at.

Call us:
1-800-123-4567

Send an email:
monica.wayne@example.com

Terapeuta w kinie

„7 uczuć” Marka Koterskiego to film ważny, pokazujący w groteskowej oprawie istotę transgeneracyjnych przekazów traumy. Doskonale uchwycił reżyser klimat dzieciństwa i dorastania obecnych, powiedzmy, czterdziestokilkulatków.

Wiele było tam ludycznego zmysłu zabawy, rówieśniczych rytuałów, które pozwalały oswajać ważne rozwojowe tematy, solidarności, która jednak jakoś chroniła (i broniła się) przed opresją dorosłych. Z drugiej strony z bolesnym realizmem sportretował Koterski dorosłych – nauczycieli, rodziców – w najlepszym przypadku nieuważnych, nieobecnych, niezainteresowanych dziećmi i światem ich przeżyć, ale nierzadko po prostu okrutnych.

Cenne jest, że reżyser konfrontując nas ze scenami przemocy, której sprawcami są wobec dzieci dorośli, nie usprawiedliwia, nie tłumaczy, nie próbuje rozumieć tych, którzy krzywdzą, z drugiej jednak strony nie wiktymizuje też ofiar, nikogo nie osądza ani nie broni, mówi po prostu – tak było, tego doświadczaliśmy, do tego punktu doszliśmy, i dzisiaj mamy się tak i tak.

Nie jest to postawa terapeuty czy wszechwiedzącego narratora, jest to postawa kogoś, kto reflektuje swoje doświadczenia, te „400 zapamiętanych z dzieciństwa godzin” z motta do filmu autorstwa Andrzeja Samsona (nomen omen, psychologa, który został oskarżony o poważne nadużycia wobec swoich małoletnich pacjentów).

Reflektuje – i dzisiaj nie mówi, bijąc swoje dziecko „mnie ojciec też prał i wyrosłem na człowieka”. Reflektuje, i zaczyna odczuwać te siedem uczuć i wiele kolejnych, o różnych odcieniach, i trochę już wie, że tylko sam odczuwając, może współodczuwać ze swoimi bliskimi, ze swoimi dziećmi, i tylko tak może je uczyć szacunku dla uczuć.  Reflektuje, i widzi, w jakie zasoby jest wyposażony także za sprawą trudnych doświadczeń, ale rozumie też, że nie musi już targać ze sobą bagażu pokoleniowych błędów i zranień.

To dobrze, że możemy dzisiaj już z jakimś rodzajem życzliwości zaglądać do rodzinnych albumów i szkolnych kronik i mówić sobie – to też jest opowieść o nas, o naszych korzeniach, nie mniej, niż wielkie tematy narodowej historii i jej dramatyczne, podniosłe czy wstydliwe karty. To właśnie życzliwa otwartość wobec własnej pamięci, nieidealizowanie i niedewaluowanie wspomnień, tylko uznanie pewnej realności osobistego, subiektywnego doświadczenia, umożliwia pójście do przodu; Adaś Miauczyński, aby dojrzeć, musi wrócić do swojego „kraju lat dziecinnych”.

Ten powrót może pomóc przekroczyć schemat życia w lęku i wstydzie, powielania mechanizmów przemocy, zaprzeczania emocjom, odcinania się od nich. Takie powroty dokonują się w różnych okolicznościach, najczęściej wówczas, gdy ktoś, komu ufamy, zechce nam towarzyszyć w tym doświadczeniu. Mają one miejsce także w gabinetach terapeutów i zawsze są ważną i poruszającą podróżą.

Ważne – Woźna reaguje, szybko, konkretnie. I przynajmniej próbuje rozmawiać.

Categories: Warto przeczytać

Aleksandra Lutoborska

Aleksandra Lutoborska

Jestem psychoterapeutą systemowym. Pracuję terapeutycznie z rodzinami, parami i osobami dorosłymi.